środa, 17 kwietnia

Firma Apple we współpracy z bankiem Goldman Sachs uruchomiła konto oszczędnościowe oprocentowane na 4,15% rocznie, co jest atrakcyjną ofertą w porównaniu z innymi kontami oszczędnościowymi w USA.

Nie jest ona jednak dostępna dla wszystkich. Z propozycji mogą skorzystać tylko posiadacze tzw. Apple Card, czyli karty kredytowej Apple’a. Wszystko to brzmi dość nietypowo w odniesieniu do usług świadczonych przez tę firmę. Okazuje się jednak, że ich aktualny zakres dalece wykracza poza standardowe skojarzenia. Podobnie jak w przypadku Amazona, który już dawno został czymś więcej niż tylko sklepem internetowym z własną siecią dystrybucji i magazynami, tak samo Apple nie jest już ,,tylko” dostawcą oprogramowania i zaawansowanych urządzeń elektronicznych.

Wystarczyło ledwie kilka dni, by na owe depozyty udało się zebrać 1 mld dolarów. Samych rachunków założono do końca ubiegłego tygodnia ok. 240 tys. Usługa dostępna jest na razie tylko w Stanach Zjednoczonych, podobnie zresztą jak wdrożona kilka lat wcześniej Apple Card. Konto jest darmowe, bez opłat czy prowizji, a środki można wycofać w dowolnej chwili. Nie ma też minimalnego progu uruchomienia konta. Górny limit wynosi natomiast 250 tys. dolarów, co sugeruje, że firma nastawia się na klienta masowego. Jest to też limit ubezpieczonych depozytów w USA, więc najprawdopodobniej twórcy chcą mieć pewność, że wszystkie środki są ubezpieczone przez FDIC. Z drugiej strony bankowi inwestycyjnemu Goldman Sachs nie zależy na tym, żeby depozyty, które posiada, były wysoko oprocentowane, nie generowały przepływów pieniężnych w stronę banku i w dodatku były wymagalne na żądanie. Z punktu widzenia czysto finansowego to dla niego żaden interes.

Po co to komu?

Usługa, mimo że kierowana do klienta masowego i nie ma na celu zbierania dużej ilości kapitału, jest jednak na swój sposób ekskluzywna. Po pierwsze dostępna tylko dla Amerykanów, a po drugie tylko dla stałych klientów Apple’a.

Skoro konto wydaje się wyraźnie bardziej atrakcyjne od standardowych ofert bankowych, to wiele wskazuje na to, że jest to po prostu sposób Apple’a na skłonienie ludzi, którzy wciąż jeszcze nie korzystają z jego sprzętu elektronicznego, aby się na to zdecydowali. Warunkiem koniecznym, choć niewystarczającym do skorzystania z atrakcyjnego konta oszczędnościowego, jest bycie posiadaczem iPhone’a. Firma może więc wiązać z tym nadzieje na wzrost zainteresowania jej produktami. Jeśli Apple Card przysporzył firmie nowych klientów, to nie można wykluczyć, że teraz chce ona powtórzyć swój manewr, wprowadzając ofertę dla oszczędzających. Karty pojawiły się w ofercie Apple’a w 2019 r. i od tamtego czasu sprzedaż konsekwentnie rośnie, ale największy wzrost odnotowano w latach 2020-2021.

Zagadką jednak pozostaje, jaką korzyść może z tego partnerstwa wyciągnąć Goldman Sachs. Dysponowanie większą ilością gotówki, to zasadniczo plus dla banku. Wydaje się jednak, że mógłby on pozyskać ją mniejszym kosztem na bardziej korzystnych dla siebie warunkach. Przypomina to o zagrożeniu, które w tym roku już doprowadziło kilka banków do upadłości. Chodzi o opieranie się na depozytach rozwiązywalnych na żądanie (za gotówkę). Banki lokowały te środki w długoterminowe inwestycje, których wartość rynkowa spadła i w momencie nagłej konieczności masowej wypłaty depozytów wymagało to ich szybkiego sprzedania za pół darmo, co dla banków okazało się negatywne. Czyżby Goldman Sachs wystawiał się tu na zbędne ryzyko? 

Warto nadmienić, że wśród banków, których akcji całkowicie pozbył się Warren Buffett znalazł się między innymi Goldman Sachs. A może jednak Apple hojnie go wynagradza za tego rodzaju współpracę, co sprawia, że może on na tym zarobić bez podejmowania długoterminowego ryzyka i trzymać kapitał z depozytów w bezpiecznych, bardzo płynnych aktywach?

Co będzie dalej?

Rzeczywiste motywy i potencjalne korzyści Apple’a i Goldman Sachs mogą być znacznie głębsze niż chęć zwiększenia sprzedaży i bazy klientów. Apple może kierować się tu ambicją rozszerzania się na inne branże i oferować usługi czy produkty, o których jego założyciele nawet nie marzyli. Amazon zaczynał od garażowej sprzedaży książek, wybił się na sklepie internetowym z własnymi magazynami i dostawcami. Chociaż z tego jest najbardziej znany, to obecnie zajmuje się m.in. własną produkcją kinematograficzną, konkurując na swojej platformie z Netflixem, HBO czy Disney’em. Co więc stoi na przeszkodzie, aby podążający podobną ścieżką Apple miał w zanadrzu pełen wachlarz usług bankowych za kilka lat? Jest to obecnie firma z największą kapitalizacją na świecie, wynoszącą abstrakcyjną kwotę 2,6 bilionów dolarów. Korporacja może aspirować do tego, aby obsługiwać różne dziedziny życia swoich klientów, oferując im usługi bankowe, rozrywkę, internet, handel detaliczny itd. Praktyka pokazuje, że korporacje, kiedy wejdą na szczyt w jednej branży, oprócz dokładania starań, aby się na nim utrzymać, lubią rozszerzać się na kolejne pola. Wielu rynkowych gigantów nieustannie przypomina nam, że nie spoczywa na laurach, nie chcąc stać się nudnymi przewidywalnymi spółkami, z czasem zostającymi w tyle za nową konkurencją. Mogą one stawać się coraz większe, nieustannie zaskakując zarówno jako konsumentów, jak i inwestorów.

Paweł Szarmach, analityk Conotoxia Ltd. (usługa inwestycyjna Cinkciarz.pl)

Udostępnij:
Subscribe
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Chciałbyś się podzielić swoim przemyśleniem? Zostaw komentarzx